Suszona wołowina

Dziś będzie znów kulinarnie. Może dlatego, że mam masę zaległości w wywoływaniu i przebieraniu zdjęć a może dlatego, że w związku z przygotowaniami do zimowego wyjazdu na Svalbard trzeba było przygotować coś dobrego do jedzenia. Czytając Londona czy Curwooda na pewno trafiliście na Beef Jerky. Dlaczego – bo to doskonała potrawa. lekka, sucha pożywna. Można dodać do zupy, można żuć i nie trzeba wiele zjeść żeby się nasycić. A przede wszystkim jest pieruńsko smaczna.

Beef Jerky można też kupić w sklepach, ale któregokolwiek z gotowych produktów bym nie kupował żaden z nich po prostu mi nie smakuje. Jest gumowaty, czasem czuć w tym jakieś dziwne posmaki słodzików i wychodzi dość drogo. Odwiedzając różne miejsca na świecie okazuje się, że suszone mięso jest podstawą żywieniową wielu społeczności. Nie ma znaczenia czy to suszony renifer, czy suszony wół piżmowy, suszona ryba czy suszony wieloryb. Mięso nie psuje się prawie w ogóle, jest lekkie – bo to samo mięso w mięsie – można wrzucić garść w kieszeń i mamy jedzenie na wyprawę.

W związku z tym, przed każdym bardziej wymagającym wyjazdem samemu szykuję suszoną wołowinkę. Jeździ ona ze mną w takie miejsca jak Svalbard albo w rejony gdzie mięso jest pieruńsko drogie i trudno dostępne. Jak ją przygotować? Przedstawię swój przepis – może skorzystacie przy okazji jakiejś wyprawy lub w dobie pandemii podczas izolacji w domu. Tu muszę wspomnieć, że w związku z koronawirusem WSSE wydało oświadczenie z, którego wynika, że nie należy spożywać produktów surowych np. mleka, mięsa, w szczególności mleka i mięsa wielbłądów. Tak więc skoro jesteście bogatsi o tę wiedzę – decyzja czy jeść czy nie jeść należy do Was.

Zaczynamy od mięsa – wiemy już, że nie wielbłąd a z tytułu wpisu można wnioskować, że potrzebna będzie wołowina. Na pewno ważne jest aby było to mięso dobrej jakości, świeże. Do suszenia nadaje się polędwica, antrykot albo ligawa. Ja zazwyczaj wybieram ligawę. Mięso na beef jerky powinno być bardzo chude, młode i bez przerostów. Po prostu ładne. Jeśli macie swojego zaprzyjaźnionego rzeźnika, dajcie mu znać do czego potrzebne Wam mięso – myślę, że bez problemu doradzi jaki kawałek wybrać. Następnie należy oczyścić mięso z zewnątrz wszelkich błonek i tłuszczu. Jak wspomniałem wcześniej mięso powinno być chude i bez przerostów. Tłuszcz mimo iż wartościowy i smaczny w przypadku suszonego mięsa będzie się szybko psuł, dlatego pierwszy etap czyli odpowiedni dobór wołowiny jest bardzo ważny. Następnie  płuczemy, suszymy i na kilka godzin wkładamy do zamrażarki. Nie napiszę na jak długo bo to zależy i od zamrażalnika i wielkości mrożonego kawałka. Mięso musi być częściowo zamrożone. Twarde, zbite ale możliwe do przekrojenia. Dzięki temu prostemu zabiegowi będziemy w stanie pokroić je ładnie na równe i cienkie plasterki. Po wyjęciu z zamrażalnika kroimy je w poprzek włókien na cieniutkie plasterki i przechodzimy do kolejnego etapu od którego zależy jak będzie smakowała Wasza wołowina. Tutaj też macie pole do popisu, eksperymentów, czy ulepszania przepisu.

 


Marynata  – Tu zaczyna się zabawa. Ja za każdym razem coś odrobinę zmieniam w nowej marynacie. Czasem wychodzi lepiej czasem gorzej. Wszystko robię trochę na czuja bo w sumie to nie apteka i nie ma co spisywać jakiś dokładnych proporcji składników.

whisky – 200ml
woda – 200ml
sos Worcestershire – 100ml
sos sojowy jasny – 250ml,
świeżo zmielony pieprz,
curry,
kolendra,
kumin rzymski,
6 ząbków czosnku,
papryczka chilli,
kozieradka,
imbir

Sos sojowy, sos Worcestershire , mieszam z wodą, dodaję pierz, utarte w moździerzu ziarna kolendry, kumin rzymski, zgnieciony czosnek papryczkę chilli kozieradkę i imbir. Whisky w zależności od upodobań, można dodać do zalewy lub wypić podczas przygotowywania zalewy. Tu zaczyna się lekka ekwilibrystyka, ponieważ zawsze do przygotowanej marynaty dolewam “na oko” dodatkową wodę, lub sos sojowy. Po przygotowaniu kilku porcji będziecie wiedzieć mniej więcej jaka marynata sprawdzi się najlepiej. To co najważniejsze aby sama marynata nie była zbyt słona bo po wysuszeniu wołowina będzie zbyt słona i będzie Wam się po niej chciało strasznie pić. Dlatego sama zalewa musi być lekko słona.  Zamarynowane mięso wstawiamy do lodówki na 24 godziny. Same składniki też są jakąś sugestią dodawajcie do zalewy to co lubicie i sami opracujcie sobie najlepszą dla Was recepturę

 


Po kilkunastu godzinach w lodówce, gdy mięso “przegryzie się” z marynatą wyjmujemy plasterki z zalewy, osuszamy i przystępujemy do suszenia. Ja do tego celu wykorzystuje suszarkę do grzybów. Plastry układam obok siebie tak aby na siebie nie nachodziły i włączam suszarkę do grzybów. Suszenie trwa około 6 godzin. Podczas suszenia należy pilnować zamieniania tacek w suszarce miejscami tak aby cała wołowina suszyła się w podobnym tempie. Mięso nie może być zbyt wilgotne bo będzie się łatwo psuło. Po wysuszeniu waga mięsa powinna spaść o około połowę.

Wysuszone mięso mamy gotowe do konsumpcji. Pakujemy i zabieramy na wyjazd. To co ważne, to, żeby wołowiny nie suszyć z dużym wyprzedzeniem, bo nie dotrwa do dnia wylotu 🙂