Płomykówki

płomykówki i księżyc

Czasami człowiek ma dużo czasu, spotykając dzikie zwierzęta i zastanawia się jakby tu ugryźć temat, żeby było inaczej, dziwniej, fajniej. Tak było i w tej sytuacji.

Czekałem na wschód słońca aby fotografować tygrysy, miałem otwartego Kingfishera (lokalne piwko), oraz trzy współpracujące płomykówki całkowicie ignorujące moją obecność.

Wykonałem im serię zdjęć ale oprócz faktu, że były to moje ulubione sowy cały czas tym fotografiom czegoś brakowało. I wreszcie przypomniałem sobie dyskusję z moim “ulubionym” redaktorem Piotrem Dębkiem, który zarzucił manipulację fotografowi Mario Cea Sanchez.

https://dobas.art.pl/blog/o-pomowieniu-ignorancji-i-wielokrotnej-ekspozycji/

Mario bardzo cenię za jego zdjęcia więc pomyślałem. Ok może pójdziemy w podwójną ekspozycję. Do wykonania fotografii wykorzystałem Olympus OM-D E-M1X z obiektywem mZD 300 PRO oraz konwerterem 1,4x oraz obiektyw 40-150

Mimo, że było ciemno a sowy oświetlone były tylko delikatnie zdecydowałem się wykorzystać dwie funkcje w aparacie, które bardzo mi pomogły w wykonaniu tej fotografii.

Po pierwsze stabilizacja. Skoro jest i skoro działa to ustawiłem czułość na najniższą jaka wydała mi się bezpieczna.
Padło na ISO 320. Tak tak 320 a nie 3200. Wiem jak działa stabilizacja w aparacie współpracująca ze stabilizacją w obiektywie i mimo, ze zdjęcie robiłem z ręki stwierdziłem, że nawet jeśli iż jeden Kingfisher już się opróżnił zdjęcie wykonam ostre na 1/8 sekundy. Pewnie mógłbym pokusić się o dłuższy czas ale nie chciałem ryzykować poruszonej fotografii. Sowy jak to sowy – siedzą na gałęzi i udają że ich nie widać więc nie było ryzyka, że fotografia wyjdzie poruszona.

Druga funkcja to cyfrowy odpowiednik naciągnięcia migawki bez przesuwu filmu, więc w drugim kroku zająłem się wypełnieniem lewego górnego rogu zdjęcia pewnym ciałem niebieskim, które nie chciało być tam gdzie trzeba.

Raw jest, zdjęcie spokojnie jest do wykonania aparatem analogowym. Photoshopa nie ma, pracy na warstwach nie ma. Ot wywołany RAW.
Wystarczy naciągnąć migawkę bez przesuwania filmu. I tak po raz kolejny zabawa aparatem przy złocistym trunku zaowocowała czymś, z czego jestem dość zadowolony a stabilizacja po raz kolejny pokazała, że nie zawsze trzeba mieć pierdylion ISO i można z ręki nawet po Kingfisherach 

Twój adres email nie zostanie opublikowany.