Usuwać czy nie ?

Bardzo fajnie się stało, że fotografia cyfrowa weszła pod strzechy. Nie mam tu na myśli samych aparatów fotograficznych ale bardziej cyfrową ciemnię. Całkiem niedawno praca fotografa kończyła się na wyjęciu rolki z filmem z aparatu. Rolkę wysyłaliśmy do labu i pojawiał się całkowicie nieprzewidywalny element losowy. Co wyjdzie? jak wyjdzie? Co dostanę jak wrócę po odbiór odbitek i wywołanego slajdu / filmu. W troszkę lepszej sytuacji byli Ci co wykonywali zdjęcia BW. Zarówno w koreksie jak i w ciemni mieli możliwość mniejszego lub większego zapanowania nad tym co im „wyjdzie” z fotografią barwną było już znacząco trudniej. Można było zapłacić za pracę z laborantem ale koszt czegoś takiego był niestety bardzo wysoki

Cyfrowa fotografia sprawiła, że rola fotografa to nie tylko zrobienie zdjęcia ale również wywołanie tegoż, przygotowanie do druku i wydrukowanie. Owszem roboty więcej ale za to panujemy nad obrazem do samego końca. Przy odrobinie wiedzy jesteśmy w stanie również zapanować nad tym jak to zdjęcie będzie wyglądało jako odbitka. Niestety albo i stety cyfrowa ciemnia pozwala nie tylko na wywołanie zdjęcia. Pozwala na w zasadzie nie ograniczoną ingerencję w fotografię. tu dodać chmurki, tu wkleić pioruny, tu usunąć słup a tu przemalować tło. Pojawia się pytanie czy cały czas mówimy o fotografii czy już o grafice komputerowej. Nie chcę w jakiś sposób negować takiego modyfikowania zdjęć. Każdy powinien robić to co lubi i jeśli sprawia mu radość tworzenie kolaży – ma do tego pełne prawo. Trudno jednak porównywać zdjęcie wykonane aparatem od zdjęcia gdzie kilka elementów zostało usuniętych a kilka dodanych w późniejszej obróbce. Oczywiście też nie bez znaczenia jest czy usuwamy paproch z matrycy czy dom zajmujący 80 % kadru.

Oczywiście podstawowe pytanie kto i co usuwa. Dlaczego ma znaczenie kto ? otóż dlatego, że zupełnie inaczej podchodzimy do fotografów publikujących dla siebie na własnych stronach czy na stronach internetowych. Zajmujących się kreatywną fotografią czy działających w branży reklamowej zupełnie inaczej do fotoreporterów. Bez znaczenia czy pracujących dla tytułów prasowych czy magazynów w rodzaju GEO czy National Geographic. Etyka tejże dziedziny fotografii nie pozwalana takie modyfikacje. Wychodzimy z założenia, że jeśli fotograf coś pokazuje to pokazuje rzeczywistość. Oczywiście robi to na swój sposób stosując całą swoją wiedzę z zakresu obsługi aparatu jak i wywołania negatywu czy RAWa ale nie z zakresu fotomontażu.

W historii fotografii prasowej czy przyrodniczej mieliśmy wiele sytuacji gdy fotograf „przeginał” z obróbką zdjęcia. W Grand Press Photo jedno z nagrodzonych zdjęć po publikacji wyników konkursu w internecie zostało wyłapane przez użytkowników, którzy zarzucali fotografowi klonowanie gołębi stojących na dachu przystanku. Zdjęcie bez dodania kilku gołębi i tak byłoby świetne, ale jednak fotograf chciał ulepszyć to co zrobił aparatem. Nic dziwnego każdy chce aby jego zdjęcia były jeszcze lepsze. Niestety niefart polegał na tym, że fotograf pracował dla agencji fotograficznej jednej z większych gazet, która miała odmienne od fotografa stanowisko co do dozwolonego zakresu obróbki. Po ujawnieniu „oszustwa” fotograf nie tylko stracił nagrody w konkursie ale również pracę w Agencji.

Kilka miesięcy temu jurorowałem w konkursie OM ZPFP. Gdy zdjęcia trafiły do ścisłego finału konkursu – jury powiedziało „Sprawdzam” i poprosiło o RAWy zdjęć. Co się okazało, że niestety trzeba było zdyskwalifikować wiele fotografii. Po porównaniu z rawami okazało się, że kilka bardzo dobrych zdjęć musiało odpaść. Dodam, że w regulaminie konkursu zakres dozwolonej obróbki został ściśle określony. Część zdjęć a w zasadzie ich obróbka była całkowitym przegięciem – autor z kadru usunął ściany budynku, które zajmowały kilkadziesiąt procent powierzchni zdjęcia. Tu rzeczywiście bez usuwania ścian budynku zdjęcie byłoby – kolokwialnie pisząc – bardzo nieciekawe. Niestety kilka bardzo dobrych fotografii też zostało zdyskwalifikowanych. Dlaczego ? Autor usuwał nieznaczne elementy takie jak patyk w tle czy  skazy na korze drzewa. Bez tej ingerencji zdjęcia i tak byłyby świetne ale fotograf zdecydowanie przedobrzył łamiąc zasady zapisane w regulaminie konkursu.

Fot: Paul Hansen
Fot: Paul Hansen

 

Są redakcje magazynów, które bardzo pilnują aby publikowane zdjęcia były zgodne z etyką fotografii reporterskiej czy przyrodniczej. Przykładem może być moje zdjęcie papugi publikowane na łamach National Geographic, które wzbudziło podejrzenia fotoedytorów z Waszyngtonu. Poprosili o wyjaśnienia jak zdjęcie było wykonane i o pliki raw. Mimo iż fotografia wyglądała podejrzanie nie było tam selektywnej obróbki czy wklejanych elementów. Zdjęcie zostało zaakceptowane. Okazuje się niestety, że nawet osoby o wielkim autorytecie, z gigantycznym i świetnym dorobkiem zdjęciowym są podejrzewane o ingerencje w zdjęcia. Dookoła zwycięskiego zdjęcia z World Press Photo w roku 2013 Rozgorzała dyskusja czy aby czasem zdjęcie nie jest efektem fotomontażu.
Fotograf się wybronił a zarzuty okazały się bezzasadne.

Podobne zarzuty padały wobec Tomasza Tomaszewskiego w Grand Press Photo w 2010 gdy zarzucano, że zdjęcie roku przedstawiające dziewczynki obsypujące się kwiatkami po procesji Bożego Ciała w Lipinach jest nie tylko modyfikowane w komputerze bo komuś coś się nie zgadzało z cieniem. Padały również zarzuty, że zdjęcie jest wyreżyserowane i nie jest to fotografia reporterska ale po prostu zainscenizowane kadry.

Można poczytać część zarzutów choćby tutaj a z kolei tutaj (od 00:49) można zobaczyć samego fotografa przy pracy. Dla niektórych pewnie było to powodem do spekulacji na ile fotografia powstała spontanicznie podczas nagranego na filmie momentu fotografowania dziewczynek a na ile była to powtarzana scena z dziewczynkami rzucającymi płatkami.

Fot: Tomasz Tomaszewski

W obu przypadkach fotografowie „ wybronili się” a oskarżenia o manipulowaniu zdjęciami i niezgdadzającycch się cieniach okazały się bezzasadne. Tam gdzie fotograf ma plik RAW i można go porównać ze zgłoszonym zdjęciem sprawa jest jasna. Oczywiście pomówienia w internecie zostają bo to nie tak łatwo usunąć.

Mniej szczęścia miał laureat Grand Press Photo z 2007 roku, któremu internauci zarzucili doklejenie gołębi i jak się okazało fotograf do nagrodzonego zdjęcia rzeczywiście dokleił kilka ptaków. Z jednej strony nie zezwala na to etyka fotografii reporterskiej, z drugiej regulamin konkursu. Fotograf stracił nie tylko nagrodę za to zdjęcie ale również nagrodę za inne zdjęcie w tym samym konkursie oraz… pracę w AG.

Fot: Piotr Skórnicki

Kilka dni temu z przerażeniem wyczytałem w internecie o lekkim „smrodzie” dookoła zdjęć Steeva McCurry. Fotografa będącego chyba jednym z bardziej szanowanych i rozpoznawanych. Fotografa świetnego z wyrobioną pozycją i będącego autorem wielu zdjęć kojarzonych chyba przez każdego. Słynna Afganka – to chyba zdjęcie które zna każdy nawet nie fotograujący.

Fot. Steeve Mccurry

Okazuje się jednak i jest to troszkę przerażające, że portal PetaPixel zarzuca temu fotografowi modyfikacje zdjęć, które raczej w magazynie typu NG nie powinny być akceptowane. Nie chodzi tu tylko o zdjęcia z Kuby z charakterystycznym kawałkiem sklonowanego słupa od znaku drogowego. Chodzi również czy może przede wszystkim o kilka fotografii, w których usunięto „przeszkadzające osoby”

Fot. Steeve Mccurry
Fot. Steeve Mccurry

Lub tutaj:

Fot. Steeve Mccurry
Fot. Steeve Mccurry

Owszem jeśli przyjrzę się dwóm zdjęciom odnoszę wrażenie że to „poprawione” wygląda lepiej.  Co jednak na to etyka fotografa NG ? Z drugiej strony czego się spodziewać po fotografach w czasach gdy sportowcy na największych zawodach mają poukrywane silniki w rowerach :/

To jak ? Czy powinniśmy usuwać niechciane elementy czy nie.

Tydzień temu zrobiłem to zdjęcie:

fotomontaz
Fot. Marcin Dobas

Niestety prawda jest taka, że takiego zdjęcia nie udało mi się zrobić bo jakiś „białas” a w zasadzie „białaska” weszła mi w kadr. Nacisnąłem na spust migawki o ułamek sekundy za późno i cała scena została zepsuta przez całkowicie niepasującą tam osobę. Na szybko, bez wielkiego zaangażowania wyciąłem tę osobę retuszując zdjęcie jadąc autobusem przez Antyatlas i korzystając z oprogramowania na laptopie. Zatem jak było naprawdę i jakie zdjęcie zrobiłem ?

 

marcin dobas wyjazdy fotograficzne
Fot. Marcin Dobas

Naprawdę było tak… Prawda, że dwie różne fotografie ? Znów pytanie pewnie do czego to zdjęcie będzie nam potrzebne i jak je traktujemy. Ta sama obrobiona fotografia opublikowana w gazetce szkolnej być może się obroni jednak wysłana na konkurs fotografii prasowej z miejsca powinna zostać zdyskwalifikowana. To samo tyczy się publikacji. Podejrzewam, że w gazecie FAKT ma szanse być opublikowane ( wydaje mi się że nie zostanie to uznane jako zbyt daleko idąca obróbka  ) zaś w magazynie National Geographic byłoby to już problematyczne.

Sądzę jednak, że analizując samo zdjęcie i pracę fotografa – inaczej odbieramy jedno a inaczej drugie ze zdjęć.

Wycięcie tej osoby tak aby to było niezauważalne dla kogoś dysponującego wprawą i tabletem graficznym to jakieś 3 minuty roboty. Gdy nie mamy zdjęcia do porównania to nawet na kolanie wykonany retusz trudno jest do wyłapania. Przy zdjęciu porównawczym już zdecydowanie łatwiej zauważyć ślady obróbki.

Pytanie tylko czy powinniśmy tak nasze zdjęcia obrabiać? Gdzie jest granica? Czy jeśli zdjęcia nie udało nam się zrobić albo to co zrobiliśmy nam nie pasuje – powinniśmy za pomocą Photoshopa usuwać niechciane elementy. Wciąż wierzę że nie i wciąż wierzę, że są ludzie, którzy trzymają się etyki zawodowej. Trudno jednak nie powątpiewać gdy osoby będące ikonami fotografii przyłapywane przez internautów na tego typu modyfikacjach.

Prawda jest taka, że jak to w etyce bywa – granica nie jest oczywista. Każdy za stosowne uzna co innego a jedynie konkursy, regulaminy i stanowiska redakcji w jakiś sposób narzucają nam podobny punkt widzenia. Jeden uzna za OK usunięcie paproszka z matrycy a inny zdyskwalifikuje zdjęcie bo w kadrze przyrodniczej fotografii znajduje się słup będący efektem pracy człowieka.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. osobiście bardziej podoba mi się zdjęcie z ‚białaską’. takie trochę zderzenie kultur 🙂

  2. Drogi Marcinie! Myślę, że poruszyłeś bardzo ważny temat, zadając pytanie o granice obróbki graficznej zdjęć. Obecnie chyba musimy się pogodzić z tym, że w fotografii cyfrowej zrobienie zdjęcia nie kończy się z chwilą naciśnięcia spustu migawki. Jednak uważam, że w fotografii reporterskiej taka graficzna ingerencja powinna być ograniczona do absolutnego minimum, a już komputerowe usuwanie „niewygodnych” elementów kadru nie powinno być akceptowane. W fotografii reporterskiej chodzi przecież o autentyczność zdjęcia, a zadaniem fotoreportera jest uchwycenie zdarzenia w kształcie, w jakim miało ono miejsce w rzeczywistości. Jeśli każde zdjęcie będzie można w dowolny sposób poprawić, to stracimy to, co w fotografii reporterskiej jest najważniejsze: adrenalinę, związaną z tym, że o kompozycji kadru decydują czasami sekundy, a fotograf powinien być spostrzegawczy i mieć dobry refleks, a nie przede wszystkim znać się na obsłudze Photoshopa.