Gubię komputery i co dalej?

Czy zdarzyło Wam się kiedykolwiek zgubić coś cennego? Mi niestety takie rzeczy przytrafiają się dość często. Albo zostawić coś w hotelu, albo zapomnę zabrać z terenu. Filtr, czytnik kart, słuchawki, dyktafon. Część rzeczy udało się odzyskać, bo obsługa hotelowa była w stanie odesłać daną rzecz, część bezpowrotnie przepadła. Na ogół są to rzeczy, które nie są zabójczo drogie i takie ryzyko jest po prostu wkalkulowane w podróż, ale są rzeczy, które kosztują już sporo i, których nie chciałbym zgubić.

W tym miesiącu udało mi się zgubić DJI Mavic PRO – jest gdzieś na Islandii w okolicach miasta VIK. (uczciwego znalazcę proszę o kontakt a osoby łączące się ze mną w bólu mogą przekazać drobny datek za pośrednictwem Paypala. To dłuższa historia na osobny wpis zwłaszcza, że latam dość rozważnie i raczej zawinił tu sprzęt niż pilot.

Również w tym miesiącu otarłem się o zgubienie laptopa i to dwukrotnie. Pierwszy raz spowodował, że uaktywniłem geolokalizację w komputerze. Bardzo sceptycznie podchodzę do ujawniania mojego położenia różnym portalom, ponieważ nie widzę najmniejszego powodu dla, którego mam na bieżąco spowiadać się danym firmom gdzie jestem. Mam tu na myśli Apple, Google czy Microsoft. Myślę jednak, że z powodzeniem mogę zastąpić słowo podchodzę słowem podchodziłem bo pierwsza przygoda sprawiła, że trochę inaczej podchodzę do tematu. Druga zaś pokazała, że warto było zmienić podejście do udostępniania lokalizacji. Zacznę więc od początku.

Tytuł wskazuje na lekko pijacką przygodę i poniekąd tak było. Może nie powinienem się chwalić tym faktem, ale jak już wielokrotnie pisałem lepiej uczyć się na błędach cudzych niż własnych więc znów się przed Wami obnażę i opiszę kolejną kompromitującą sytuację J W filmie Kac Vegas główni bohaterowie na podstawie strzępków informacji starali się odtworzyć przebieg poprzedniego wieczora. Sprawdzali nagrania z telefonów, paragony, które włożyli do kieszeni czy nawet robili delikatny wywiad środowiskowy żeby odpowiedzieć na pytanie jak to się stało, że obudzili się w pokoju hotelowym po, którym spacerował tygrys. Tu na szczęście nie było aż tak grubo bo tygrys po pokoju nie spacerował ale jednak pewnych wspomnień z poprzedniej nocy brakowało.

Jak to było ? Otóż potkaliśmy się ze znajomymi w pewnym mieście w hotelu i po wspólnej robocie rozpoczęliśmy „biesiadę”. Trwała ona do rana i była raczej kulturalna mimo wszystko obudziłem się rano w pokoju kumpla – miał jedno wolne łóżko i mnie przygarnął. Pojawiło się więc kilka pytań. Dlaczego nie trafiłem do swojego pokoju. Można by pominąć to pytanie bo w sumie nic złego się nie stało ale chwilę później pojawiło się kolejne bardziej stresujące – gdzie jest mój komputer?
Poszukiwania i próby odtworzenia wydarzeń trwały przez cały dzień. Każdy głowił się kiedy ostatnio go widział. Część osób była przekonana, że wciąż leży na krześle – nie leżał. Część twierdziła, że gdzieś z nim wychodziłem – ale nikt nie był wstanie dokładnie określić czy na pewno i kiedy. Po całym dniu nerwów okazało się, że rzeczywiście wychodziłem, jednak, jako, że nie mogłem wejść do swojego pokoju – bo był zamknięty od wewnątrz a ja nie chciałem budzić współlokatorów wymyśliłem sobie skrytkę w której komputer dość dokładnie ukryłem i zamaskowałem. Następnie gdy mój kolega dowiedział się, że nie mam jak wejść do pokoju – powiedział – Marcin mam u siebie wolne łóżko – prześpij się u mnie. Problem polegał na tym, że jakoś mój organizm wymazał ten fakt z pamięci a skrytka okazała się tak dobra, że poszukiwania „na ślepo” nie doprowadziły mnie do rozwiązania zagadki. Po całym następnym dniu i odtwarzaniu mojej wędrówki po hotelowym korytarzu komputer udało się znaleźć. Pociesza mnie fakt, że wiewiórki robią tak samo. Zakopują orzeszki po czym nie mogą znaleźć miejsca gdzie je zakopały. Różnica polega na tym, ze z orzeszka coś może wyrosnąć a z komputera nie.

Cała przygoda spowodowała, że zainteresowałem się możliwością namierzenia komputera, który gdzieś został bez opieki. Oczywiście rozważając potencjalne scenariusze brałem też pod uwagę kradzież lub przywłaszczenie mienia.

Kojarzyłem funkcję „Znajdź mój telefon” z iPhone’a lub śledzenie smartfona z Androidem za pomocą Menedżera urządzeń Google. Kojarzyłame opcję znajdowania iPhone – bo kiedyś kolega zgubił swojegi iPhone na stoku w Austrii i wszyscy go szukaliśmy – również wykorzystując tę opcję. Okazało się, że  Windows 10 ma podobną funkcję, która umożliwia znalezienie swojego laptopa lub tabletu z Windowsem 10 na wypadek, gdybyśmy go zgubili lub gdyby został skradziony.

Zatem po krótkim buszowaniu po czeluściach internetu okazało się że Microsoft udostępnił funkcje dla takich gap jak ja i daje możliwość znalezienia swego sprzętu, który gdzieś został porzucony. Wymagało to włączenia lokalizacji ale widmo utraty komputera w przyszłości spowodowało, że wybrałem mniejsze zło i lokalizację włączyłem. Aby skorzystać z tej opcji, należy być zalogowanym na swoim koncie Microsoft w systemie Windows 10. Jeśli macie tylko konto lokalne, to z tej opcji nie skorzystacie. Konto Microsoft jest wymagane, gdyż to na nim są zapisywane informacje o lokalizacji i to właśnie za pomocą odpowiedniej strony internetowej i naszego konta będzie mogli w przyszłości namierzyć swoje urządzenie. Muszą być także włączone główne ustawienia lokalizacji.  Znów jako człowiek sceptycznie podchodzący do wszelkiego rodzaju synchronizacji bardzo długo działałem tylko na koncie lokalnym. Okazuje się, że konto Microsoft daje nam wiele sensownych i uzytecznych dodatków – choćby dostęp do chmury i synchronizację z OneDrive – o tym napiszę kiedy indziej.
Jak więc złączyć lokalizowanie komputera :

Klikamy na logo Microsoft w lewym dolnym rogu na pasku START potem na TRYBIK będący ikoną ustawień. Następnie wybieramy zakładkę LOKALIZACJA i włączamy tę usługę. Możemy zdefiniować, które aplikacje mogą korzystać z naszego bieżącego położenia.

znajdź komputer

 

Gdy usługa lokalizacyjna jest włączona a nasz komputer ma połączenie ze światem – możemy bez trudu zorientować się gdzie on jest. Oczywiście nie uzyskamy odpowiedzi na pytanie gdzie znajduje się nasza tajna skrytka, ale będziemy wiedzieli czy sprzęt wciąż znajduje się w hotelu czy jest już pod jakimś innym adresem. Nie mamy też pewności że za każdym razem usługa zadziała. Jeśli nasz komputer jest wyłączony – nie ma najmniejszych szans aby pokazać gdzie znajduje się on w danej chwili. Widzimy tylko jego ostatnie położenie. Pewnego rodzaju rozwiązaniem jest nie wyłączanie komputera ale pozostawianie go w stanie uśpienia. W przypadku Surface 4 PRO wystarczy zamknąć klapkę. Komputer pobiera minimalną ilość energii ale wciąż można go zdalnie wybudzić i poprosić o odpowiedź na pytanie „Gdzie jesteś drogi komputerku ?”

Samo położenie można sprawdzić na stronie Microsoft. Wchodzimy na swoje konto Microsoft

https://account.microsoft.com/privacy/location

Gdzie widzimy między innymi nasze urządzenia z systemem MS i jeden z linków prowadzi do lokalizacji.

 

Dużo czasu nie upłynęło zanim z powodzeniem skorzystałem z tej funkcji. Przed wylotem na Kamczatkę jeździłem po mieście załatwiając mnóstwo zaległych rzeczy. Odwiedziłem kilkanaście miejsc i wracając do domu samochodem zdałem sobie sprawę z faktu, że po raz kolejny w tym tygodniu brakuje mi laptopa. Wychodząc z domu miałem torbę przy sobie, wracając do domu już nie.

Zatrzymałem się więc na poboczu, wyciągnąłem smartfon i zalogowałem na konto Microsoft. Kliknąłem Zlokalizuj moje urządzenie i po chwili wiedziałem już gdzie zostawiłem torbę. Okazało się, że tym razem jest to Galeria EIZO i gdzieś tam zalega moja torba. Na szczęście chwilę później odebrałem telefon z szyderczym pytaniem czy czegoś mi nie brakuje i po krótkiej rozmowie ustaliliśmy, że sprzęt będzie na mnie czekał w recepcji. Tak o to w przeciągu tygodnia od pierwszej potencjalnej utraty komputera i włączeniu usługi lokalizacyjnej z powodzeniem wykorzystałem opcję ZNAJDŹ MOJE URZĄDZENIE. Gdyby ktoś chciał stać się szczęśliwym posiadaczem bezpańskiego laptopa to nie pozostaje nic innego jak jeździć za mną samochodem i czekać na mój kolejny błąd.

Oczywiście najlepiej nie być taką sierotą i pilnować swojej torby z laptopem, jednak oprócz gapiostwa możemy paść ofiarą kradzieży. Kolejny dron utraciłem w Amsterdamie gdy jakaś łajza włamała mi się do samochodu. Gdyby to był komputer a złodziej nie był zbyt kumaty miałbym szanse znalezienia urządzenia i przekazania policji informacji gdzie laptop się „zameldował” mogłoby to ułatwić odnalezienie sprzętu.