Vasco Traveler

Przy okazji jednego z ostatnich zleceń miałem styczność z urządzeniem zwanym elektronicznym tłumaczem. Na tyle mnie ono zaciekawiło, że zabrałem je

ze sobą do Włoch Szwajcarii oraz Danii. W zasadzie w każdym z tych krajów można porozumieć się po angielsku, jednakże w przypadku Włoch jest to dość mocno utrudnione. Kto kiedykolwiek rozmawiał z Włochem po angielsku – wie o co chodzi.

O tym jak urządzenie sprawdziło się jako tłumacz napiszę kilka akapitów niżej. Zacznę natomiast od wprowadzenia i opisu sprzętu.

Nie każdy z nas, turystów, mówi po angielsku. Tak samo nie każdy potencjalny rozmówca rozumie język Szekspira. Są sytuacje, w których w jakiś sposób musimy się dogadać w nieznanym dla nas języku. Są i ludzie, zwłaszcza starszego pokolenia, którzy podróżują nie znając żadnego języka obcego.

Dlatego właśnie postanowiłem zabrać to urządzonko na wyjazd i zobaczyć jak się sprawdzi. Ostatni kontakt z tłumaczami elektronicznymi miałem w szkole podstawowej, kiedy mój kolega z ławki przyniósł do szkoły coś, co wyglądało jak kalkulator. Działało to strasznie wolno. Co drugie słowo, które sprawdzaliśmy, było niezrozumiałe dla tego tłumacza. Jak jest w dzisiejszych czasach i czy to równie zbędny gadżet ? Okazuje się, że nie…

Co to jest i jak to działa?

Vasco Traveler Premium, którym się posługiwałem, to tablet skonfigurowany tak, aby w założeniu był jak najbardziej funkcjonalny dla turysty. Tak naprawdę, to tablet zamieniony w tłumacz i to w moim odczuciu jest jego największą wadą – ale o tym w dalszej części testu.

Oprócz roli tłumacza ma to być też urządzenie przydatne w podróży. Zainstalowano w nim kilkanaście aplikacji, które powinny przydać się podczas wyjazdów.

Znajdziemy tu mapy i nawigację czyli program Sygic z zainstalowanymi mapami całej Europy. Od momentu jednej z ostatnich aktualizacji istnieje możliwość bezpłatnej instalacji dodatkowych map. „OFFLINE MAPS NOW FREE FOR EVERYBODY”.

Całkiem fajna i płynnie działającą nawigacja z licznymi POI oraz nawigacją głosową.

vasco traveller
Aplikacja Sygic i Kraków

Następna aplikacja to Przewodnik czyli Wikivoyage. Taka podróżnicza wikipedia offline, w której rzeczywiście możemy znaleźć sporo informacji na temat różnych miejsc na świecie. Program przedstawia się jako darmowy przewodnik, w którym znajduje się ponad dwadzieścia sześć tysięcy artykułów.  Wikivoyage to istna kopalnia informacji.

Numery alarmowe. Całkiem niegłupia rzecz, o której często zapominamy wyjeżdżając poza granice naszego kraju. Numery alarmowe. Myślę, że mało spośród podróżujących osób przed wyjazdem zapisuje sobie numery telefonów na policję, pogotowie czy straż pożarną w miejscach, przez które będą przejeżdżać. Ta aplikacja to nic innego jak spis wszystkich numerów alarmowych w różnorakich państwach od Afganistanu po Zimbabwe.

Nie wiem niestety na ile są wiarygodne, ponieważ dla Polski wyświetlany jest główny numer alarmowy jako 105, na pogotowie 117, a na straż pożarną – 116. Gdybym chciał skorzystać z któregokolwiek z nich w Polsce, za każdym razem otrzymałbym odpowiedź „wybrałeś niepoprawny numer”.

Równie kiepsko przedstawia się sprawa w Norwegii. Polecany numer to 7411 – tymczasem w razie nagłych przypadków w Norwegii należy dzwonić pod następujące numery telefonów:

110 – straż pożarna
112 – policja
113 – pogotowie ratunkowe
120 – pogotowie morskie
1412 TDD (numer telefonu dla osób niesłyszących lub niedosłyszących)

Numeru 7411 nigdzie nie ma.
A szkoda, bo sam pomysł na listę numerów alarmowych zebranych w jednym miejscu jest genialny. Jeśli producent albo dystrybutor urządzenia trafi na tę recenzję – warto zainteresować się update’em i poprawić bazę danych. *

Kolejna aplikacja to Ambasady. Wybieramy kraj, w którym jesteśmy i wybieramy nasz kraj. Jako odpowiedź otrzymamy dane teleadresowe naszej ambasady.

Możliwe, że tu też potrzeba lekkich poprawek. Jednak przykładowo i wyrywkowo sprawdzane ambasady odpowiadały rzeczywistości. Adres ambasady Polski w Indiach jak najbardziej się zgadza. Numer telefonu też wydaje się być okej.

Następna aplikacja to Przelicznik walut. Przelicza długości, wagi, ciśnienie, prędkość, temperaturę albo objętość. Dodatkowo w oparciu o dane z Internetu przelicza waluty. Mała rzecz, a cieszy !

SOS – prosta aplikacja, powalająca za naciśnięciem jednego przycisku wysłać wiadomość alarmową pod wcześniej ustalony numer telefonu. Dodatkowo do naszego SMS-a dołączone są informacje dotyczące naszego położenia.

Kolejna aplikacja to telefon i SMS. Sam telefon działa w oparciu o kartę SIM, którą otrzymujemy wraz z tym urządzeniem. Informacje na temat karty i operatora znajdą się w dalszej części tekstu.

Pozostałe aplikacje to aplikacje uniwersalne, które znamy z innych podobnych urządzeń – są to aparat fotograficzny, przeglądarka, kalkulator, zegarek, kalendarz, lista rzeczy do zrobienia, Facebook, Youtube, email, Gmail itp itd.

Jedynym i bardzo poważnym niedociągnięciem jest ograniczenie uniemożliwiające zainstalowanie własnych aplikacji. **

Oczywiście, wszystko to kwestia jak traktujemy to urządzenie. Jeśli jako tłumacz, to ciężko mieć pretensje o to, że nie możemy zainstalować jakiegoś programu. Jeśli jednak popatrzymy przez pryzmat tego, że to urządzenie z Androidem, przydałaby się możliwość zainstalowania wybranych przez siebie aplikacji.

Pierwsze, co chciałem doinstalować to aplikacje wykorzystywane w fotografii. Oprogramowanie do sterowania aparatem, szczegółowe mapy topograficzne przydatne podczas pieszych wędrówek, aplikacje pokazujące wschód i zachód słońca czy choćby czytnik e-booków bardzo przydatny podczas długich przejazdów.

Niestety, nie ma takiej możliwości i uważam to za duży błąd, a z całą pewnością jest to celowo wprowadzona blokada w urządzeniu. Skoro urządzenie działa w oparciu o Android – po co ograniczać jego możliwości? Tak, mógłbym zabrać na wyjazd tylko Vasco Travelera, a tak oprócz tłumacza muszę zabrać dodatkowo smartphone’a albo inny tablet. Po co więc mnożyć byty? Nie wyobrażam sobie zabierania na wyjazd tabletu lub smartphone’a pozbawionego kilku czy kilkunastu specjalistycznych aplikacji, z których korzystam. Czy to aplikacja do zarządzania moimi zdjęciami trzymanymi w chmurze, czy aplikacja pozwalająca zgrać zdjęcie z aparatu i od razu wysłać je na serwer FTP czy zwykły czytnik książek…

Budowa i wykonanie

Model bardzo ładnie wykonany, zbudowany z aluminium, plastiku i szkła. Wszystko bardzo ładnie spasowane, nic nie odstaje, nic nie trzeszczy, urządzenie jest w miarę lekkie – około 230g.

Plecy urządzenia to bardzo ładnie wykończony metal. Myślę, że to rozwiązanie sprawia właśnie, że urządzenie jest solidne i budzi zaufanie jeśli chodzi o samą budowę.

Sam tablet wyposażony jest w wyjście audio, slot na kartę pamięci i kartę SIM oraz port micro USB. Dodatkowo mamy dwa przyciski odpowiedzialne za przyciszanie i pogłaśnianie oraz jeden służący do włączania urządzenia. Tablet wyposażony jest w głośnik i mikrofon pozwalający na przeprowadzanie rozmów głosowych. Razem z tabletem otrzymujemy kartę SIM i przypisany do niej numer rozpoczynający się kierunkowym 0037 (o tym w dalszej części testu.

Matryca to 7 calowy ekran IPS o rozdzielczości 1024×600 przy 170 ppi.
Oczywiście, odbiega to znacząco od możliwości innych tabletów o większej rozdzielczości czy mniejszym rozmiarze plamki, ale na nasze podróżnicze potrzeby to w zupełności wystarczająca wartość. Oczywiście, jeśli fotografia ma dla nas znaczenie, będziemy mieli apetyt na większe możliwości matrycy.

Ponad ekranem ulokowana jest mała kamerka. Bateria pozwala na około 5 godzin przeglądania Internetu przy pomocy WIFI. Przy oszczędnym użytkowaniu – a tak posługujemy się takimi urządzeniami w podróży – można ten czas znacząco wydłużyć.

Karta prepaid

W instrukcji czytamy :

“Operatorem karty jest OneSimCard. W momencie zakupu, karta jest aktywowana oraz doładowana na kwotę $20. Aby doładować konto, odwiedź stronę www.vasco-electronics.com lub skontaktuj się z dystrybutorem.“

W urządzeniu umieszczona jest karta prepaid estońskiego operatora, dzięki czemu dostęp do Internetu jest tani oraz, co ważne, z miarę dobrym zasięgiem. Po co nam ta estońska karta oraz jak to działa ? Otóż, aby tłumacz działał, potrzebny nam jest dostęp do Internetu. O ile w hotelu, hostelu czy na campingu będziemy mieli możliwość połączenia z WiFi, o tyle na ulicy może być z tym problem.

Karta dołączona do urządzenia zapewnia dostęp do Internetu w ponad 200 państwach. Stawki na miejscu są dość atrakcyjne. W niektórych krajach korzystając z karty lokalnych operatorów możemy uzyskać atrakcyjniejsze ceny, natomiast korzystając z jednej karty odpada nam problem kupowania karty, wczytywania się w cenniki zasady obsługi kart itp itd. W wielu krajach do kupna karty na miejscu potrzebne jest dopełnienie wielu formalności, a ciężko też zapoznać się z ofertą operatorów np w Nepalu, gdzie spora część informacji zawarta w ulotkach jest w całkowicie niezrozumiałym dla nas języku i zapisana dziwnymi robaczkami 🙂

Tłumacz

Tu przechodzimy do samej idei urządzenia. Tłumacz działa bardzo sprawnie i ładnie. Rzekłbym, że rewelacyjnie. Oczywiście, cały czas jest to maszyna, więc trzeba do niej mówić w miarę wyraźnie i raczej oddzielać słowa, a nie wyrzucać je z siebie z prędkością karabinu maszynowego. Ogólnie jednak urządzenie działa i ułatwia komunikację.

Tłumaczony tekst możemy wpisać ręcznie lub go podyktować. Testowałem głównie języki włoski, hiszpański, angielski i duński. Sprawdzało się to całkiem nieźle.

Do translatora można wpisywać słowa bądź frazy za pomocą klawiatury lub je dyktować. W ramach przeprowadzenia testu na lotnisku w Mediolanie za pomocą Vasco Travelera udało mi się przetłumaczyć komunikat lotniskowy z głośników. Całkiem nieźle skoro teoretycznie niezbyt czytelny komunikat można przetłumaczyć na zrozumiały dla siebie język. Można oczywiście przyczepić się do jakości tłumaczenia. Pamiętajmy jednak, że jest to przyrząd służący do ułatwienia komunikacji a nie przekładania literatury. Jeśli więc tłumaczenie nie będzie zbyt poprawne gramatycznie, ale czytelne i zrozumiałe, takie tłumaczenie uważam za poprawne i przydatne.

vasco traveller
vasco traveller i tłumaczenie konunikatu z głośnika na lotnisku

Byłem w stanie przeprowadzić całkiem ciekawą konwersację za pomocą tego urządzenia z Włochem, mimo iż nie mieliśmy żadnego wspólnego języka. Na zmianę każde z nas naciskało ikonkę mikrofonu, mówiło w swym ojczystym języku, w drugim oknie zaś pojawiało się tłumaczenie na język znany interlokutorowi. To naprawdę działa i jest niesamowite jak technologia poszła do przodu.
Sama aplikacja tłumacząca i jej skuteczność w moim odczuciu można porównać ze skutecznością aplikacji Google Tłumacz. Zarówno wpisywanie, jak i dyktowanie działają podobnie w aplikacji Vasco Traveler Premium oraz Google Tłumacz. Ilość błędów podczas tłumaczenia w moim odczuciu jest taka sama w przypadku jednej, jak i drugiej aplikacji. Przewagą Google Tłumacza jest bardzo szybki rozwój tej aplikacji, ciągłe unowocześnienia takie jak np. rozpoznawanie napisów ze sfotografowanego tekstu i możliwość zainstalowania tej aplikacji na dowolnym nie zablokowanym urządzeniu z Androidem. Przykładowo, jeśli wykonamy zdjęcie menu w restauracji rosyjskiej, Tłumacz Google przeczyta napis w cyrylicy i przetłumaczy go na polski. Super rzecz dodatkowo dostępna w darmowej aplikacji.

Reasumując:

Sam pomysł na urządzenie takie jak Vasco Traveler Premium jest bardzo trafny.
Tłumacz, nawigacja, tani roaming, super zasięg i możliwość rozmowy przez telefon po niskich stawkach.

Jeśli urządzenie dedykowane jest osobom podróżującym, można przyczepić się do jednego. Brak możliwości zainstalowania dodatkowych aplikacji ze sklepu Google – to duża wada. Możliwe też, że największa. Zamiast kupić jedno urządzenie, które oprócz funkcjonalności Vasco Traveler Premium będzie służyło nam jako wielofunkcyjny tablet, dostajemy urządzenie oparte na Androidzie, ale z zablokowanym tym, co w Androidzie najlepsze czyli dostępie do Google Play i milionów aplikacji.

Prawie każdy z nas używa tabletu jako „wszystkomającego urządzenia”, skonfigurowanego pod własne potrzeby. Tu tego brakuje. Jeśli więc nie można w Vasco Travelerze Premium zainstalować dodatkowych aplikacji, to wydaje się, że w dzisiejszych czasach zainstalowanie aplikacji tłumaczących w urządzeniu takim jak tablet czy smartphone może być rozwiązaniem bardziej trafnym. Jeśli ktoś szuka samego tłumacza i nie potrzebuje dodatkowych funkcji, to urządzenie może być dla niego. Na pewno bardzo mocną stroną Vasco Travelera jest sama aplikacja odpowiedzialna za tłumaczenia, nawigacja, roaming, tanie połączenia i tanie koszty transferu danych. Dla osób potrzebujących pomocy językowej za granicą to urządzenie może być strzałem w dziesiątkę. Sam tłumacz działa rewelacyjnie.

*    Kilka dni temu  otrzymałem informację że ten błąd – czyli niepoprawne numery alarmowe został już poprawiony przez producenta
** Podobno również blokada Androida ma zostać usunięta wraz z najbliższą aktualizacją. Jeśli tak się stanie – sam tłumacz zyska wiele na funkcjonalności.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. witam bardzo dobry i wyczerpujacy test tylko ktory wybrac vasco traveler premium czy vasco traveler solid ktory by pan doradzil czym sie roznia oprocz wzmocnionej obudowy i wielkosci cena prawie ta sama

    1. kupiłem niedawno vasco traveler solid na pierwszym wyjeżdzie na majorke się popsuł. jak nie masz wf albo internetu to zapomnij o tłumaczeniu nie polecam .sama idea stworzenia takiego tłumacza jest dobra

      1. Teraz tak szybko poszła do przodu cała aplikacja google translator, że nie ma sensu dublowanie urządzeń. Google translator pozwala na pobranie słownika offline

  2. Czyli według Pana Panie Marcinie, tłumaczenie nie jest jakieś profesjonalne? tylko w miarę zrozumiałe?

    1. Czasy bardzo poszły do przodu od czasów tego wpisu. Teraz za niedościgniony w tej materii uważam Google Translator zainstalowany na byle smartfonie z Androidem (pewnie na iOS również jest). W większości potrzebnych języków można pobrać słownik na telefon tak aby tłumacz działa offline. Przewagą tłumacza Google jest to że wszyscy go tworzymy nawet nieświadomie 🙂

      1. a ja zakupiłem najnowszą wersję tego sprzetu na Mikołajki (mieli bardzo duze znizki z okazji black friday) i po tygodniu testów musze powiedziec ze jestem bardzo zadowolony. tylko ze moje urzadzenie troche inaczej wygląda a przynjamniej na ekranie są drobne róznice to może sie od czasu wpisu zmieniło to oprogramowanie. a jesli chodzi o por z googlowskim tlumaczem to aplikacja w vasco traveler jest dokładniejsza – przynajmneij jak na moje odczucie
        bede sprawdzał w przyszlym rojku (hehehe) jak dziala podczas wyprawy

        pozdrawiam