OM-D E-M10 II

Stajnia Olympusa powiększyła się o nowy aparat jakim jest OM-D E-M10 mark II. Co nowego pojawiło się w nowym korpusie i czy warto myśleć o tym aparacie postaram się pokrótce opisać.

 

Sam aparat wygląda podobnie do poprzednika czyli OM-D E-M10 Za całą pewnością wyglądem nawiązuje do starej serii OM. Pierwsze co rzuca się w oczy to zupełnie inny włącznik niż w pozostałych aparatach z serii OM-D. Osobiście nie lubię tego typu zmian, ponieważ pracuję różnymi korpusami OM-D i przesiadając się z E-M10 na E-M5 czy E-M1 często odruchowo chcąc włączyć aparat szukam przełącznika w innym miejscu niż on się znajduje. Jeśli jednak nie posługujecie się różnymi modelami Olympusa kwestie przyzwyczajenia schodzą na drugi plan. Rzuca się natomiast podobieństwo choćby do OM-1 Dodatkowo włącznik oprócz pozycji ON / OF posiada również trzecią pozycję pozwalającą podnieść lampę błyskową.

 

 

Kółko PASM przeniesione zostało na drugą stronę “pryzmatu” a w zasadzie wizjera, zaś same pokrętła stały się wyższe i bardziej beczkowate niż w OM-D E-M10. dodatkowo pojawił się kolejny przycisk funkcyjny. W moim odczuciu tych nigdy dość, ponieważ pozwalają one na spersonalizowanie aparatu tak aby wygodnie nam się nim pracowało.

Podobnie jak E-M10 korpus nie jest uszczelniony i jest zasilany bateriami jak jego starszy brat ( płaskie jakie znamy z PENów oznaczone BLS-50 )

Rzeczą, która się pojawiła w nowym modelu i jest ewidentnie użytecznym “gadżetem” jest nowa funkcja wyświetlacza. Podobnie jak w innych modelach wyświetlacz jest dotykowy, jednak “miziając” paluchem po wyświetlaczu podczas fotografowania jesteśmy w stanie szybko i uskutecznianie wybrać pole autofocusa. Mimo, że mamy przyłożony wizjer do oka i palec wskazujący na pokrętle, kciukiem możemy wybrać dowolne pole AF w ułamku sekundy. Fajna rzecz i zdecydowanie ułatwia pracę aparatem – zamiana wyświetlacza na touchpad w trybie fotografowania jest bardzo fajnym krokiem do przodu. Liczę na to, że w przyszłości upgrade oprogramowania w innych modelach pozwoli na takie zastosowanie wyświetlacza w pozostałych modelach OM-D. Rzecz nazwana jest przez producenta aparatu AF Targeting PAD – Oczywiście jak każdy touchpad wymaga chwilki pracy aby poznać zakres ruchów i przyzwyczaić się do sposobu pracy. Po niezbyt długiej chwili zaczyna nam to już sprawiać frajdę.

 

Aparat ma to co tygryski lubią najbardziej czyli elektroniczną migawkę i tryb cichy. To coś za co pokochałem E-M5 mark II a teraz po nowym upgrade oprogramowania również i E-M1. Na co to się przekłada ? – na czasy ekspozycji i bezgłośne fotografowanie. Najkrótszy czas możliwy do uzyskania w trybie elektronicznej migawki to 1/16000 s podczas gdy mechaniczna migawka oferuje 1/4000s O tym jak ważna jest możliwość bezgłośnego fotografowania w określonych warunkach chyba nie trzeba się rozwodzić.

Zdjęcie poniżej wykonałem wykorzystując cichą migawkę w E-M5 mark II i udało mi się je zrobić tak abym pozostał całkowicie niezauważony przez chłopca. Sytuacji gdzie bezgłośne wykonywanie zdjęć sprawdzi się też w świątyniach czy podczas fotografowania dzikich zwierząt. Aparatu wówczas wcale nie usłyszymy – to naprawdę bardzo przydatna funkcja.

elektroniczna migawka OM-D

 

Sam korpus wyposażony jest w pięcio osiową stabilizację. Coś co znamy choćby z OM-D E-M5 mark II. Stabilizacja pracuje zarówno w trybie fotografowania jak i w trybie wideo jest wydajna.

 Pojawił się nowy wizjer. „Ciutek” mniejszy niż w E-M1 lub E-M5 mark II z powiększeniem 0.62x. Mamy też nową funkcję dla tych, którzy nie są przekonani do elektronicznego wizjera ( o dziwo wciąż są tacy czego nie potrafię zbytnio zrozumieć ) Funkcja nazywa się S-OVF i jest symulacją optycznego wizjera jaki znamy z lustrzanek. Prawdę powiedziawszy jeśli jednym okiem patrzymy przez wizjer a drugim bez wizjera – różnice między jednym a drugim obrazem są w zasadzie minimalne. Minusem S-OV podobnie jak minusem wizjera jaki znamy z lustrzanek jest to, że nie widzimy na bieżąco czy obraz jest za ciemny czy za jasny natomiast wciąż mamy możliwośc wyświetlenia histogramu na żywo. Przy zmianie z ciemnego kadru na jasny widać delikatnie jak wizjer dopasowuje jasność wyświetlania.

 

Focus bracketing  – kolejna w moim odczuciu rewelacyjna rzecz, która pojawiła się w aparacie. Fajnie, że producenci zamiast iść na lep marketingowych wyścigów o wielkość matrycy czy ilość megapikseli albo śrubowanie ISO dorzucają do aparatu funkcje, które ułatwiają wykonanie zdjęcia, skracają czas spędzany przy komputerze czy wreszcie dają możliwość zastosowania pewnych funkcji z zachowaniem pliku RAW. O co chodzi w Focus bracketing ? Aparat wykonuje szybką serię zdjęć z przesuwaną płaszczyzną ostrości – najbliższy wpis będzie na pewno o tym bo jest to funkcja bardzo ale to bardzo pomocna i użyteczna. Jeśli wykonujemy zdjęcie macro o dużej skali odwzorowania siłą rzeczy będziemy mieć bardzo płytką głębię ostrości. Wykonanie serii zdjęć z przesunięciem płaszczyzny ostrości pozwala po sklejeniu na zwiększenie głębi ostrości. Do tej pory nie było możliwości aby aparat wykonał serię zdjęć z niewielkim krokiem  i niejednokrotnie trzeba było korzystać ze specjalnych szyn lub stolików umożliwiających wykonanie takich zdjęć, zaś same zdjęcia trzeba było sklejać w Photoshopie lub w Helicon Focus.

Live Comp – funkcja, której też w niedalekiej przyszłości poświęcę wpis. Funkcja również fenomenalna pozwalająca na domalowywaniu do zdjęcia jaśniejszych elementów bez „naruszania” reszty fotografii. Co to daje – możliwość wykonywania zdjęć na bardzo długich czasach bez prześwietlania fotografii i bez wzrostu poziomu szumu. Chwilowo krótki filmik po angielsku a wkrótce dokładny opis funkcji wraz z przykładami.

 

Pojawiło się też kilka nowych funkcji takich jak Timelapsy w 4k, filmowanie w 60fps lub 120 fps ( w zależności od rozdzielczości ). Cały aparat podobnie jak pozostałe z serii OM-D jest aparatem oferującym dużo.
Często pojawia się pytanie :

 

Który wybrać ?

Nie wiem 🙂 W zasadzie zależy do czego. E-M10 mark II podobnie jak poprzednik nie jest aparatem pancernym, nie ma uszczelnień. Pytanie czy tego potrzebujemy ( jeśli tak mamy do dyspozycji E-M5, E-M5 mark II lub E-M1 ) Jeśli nie E-M10 lub E-M10 mark II są fajnymi propozycjami. Nowszy model oferuje dużo więcej fajnych i ciekawych rozwiązań i w moim odczuciu jkeśli nie będziecie katować sprzętu w trudnych warunkach – warto kupić tańszy aparat a zaoszczędzone pieniądze wydać na wyjazd lub dobry obiektyw. Jeśli jednak potrzebujecie woła roboczego do taplania w błocie, dżungli i na lodowcach. kierowałbym swój wybór w stronę Piątki lub Jedynki

 

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. po długim namyśle, dojrzałem do tego, żeby do mojego e-pl5 dokupić jeden z opisywanych tu przez Ciebie aparatów.
    Długo byłem niezdecydowany i balansowałem pomiędzy e-m5 II, a e-m10 II i chyba właściwie pomogłeś mi dokonać wyboru, postawiłem na e-m10 II mam nadzieję, że spełni moje wymagania….
    Tak prawdę powiedziawszy swoją przygodę z mikro 4/3 rozpocząłem po przeczytaniu jednego z Twoich artykułów, odwiesiłem lustrzankę canona, kupiłem e-pl5 i doszedłem do wniosku, że tak naprawdę do zdjęć, które robię wystarczy w zupełności ten lekki zachwalany przez Ciebie aparat…za co wielkie dzięki….pozdrawiam
    Ps….przyjemnie się czyta te Twoje opowieści….