Lowepro Whistler

Od kilku miesięcy jestem szczęśliwym posiadaczem kolejnego już plecaka Lowepro. Przerobiłem już w swej historii wiele toreb i plecaków tego producenta. Moja pierwsza „poważna” torba to Lowepro NOVA, którą „onegdaj” kupiłem na Giełdzie Fotograficznej w Stodole. Może słowo poważna jest na wyrost ale kosztowała mnie kupę kasy jak na kieszeń licealisty. Wówczas fotografowałem analogiem zarówno na slajdach 24×36 jak i na filmach zwojowych. Potem moje potrzeby rosły ale cały czas byłem zwolennikiem toreb i plecaki uważałem za niepraktyczne i niewygodne. Z jednego prostego powodu. Plecak zawsze wymagał aby zdjęć go z pleców, postawić na ziemi i dopiero wówczas mogłem mieć dostęp do sprzętu.

Torby z kolei też były mało wygodne do noszenia ale za to zapewniały szybki i łatwy dostęp do aparatów, filtrów, kart pamięci, baterii i obiektywów. Fajnym wynalazkiem była torba Lowepro Toploader, noszona na piersi i umożliwiająca jednoczesne chodzenie z plecakiem i dostęp o aparatu. Można było mieć na plecach plecak trekkingowy, a sprzęt foto z przodu z łatwym i wygodnym dostępem. Nawet podczas jazdy na nartach takie mocowanie torby sprawdzało się dobrze ( pod warunkiem, że nie „zaliczało się gleby”)

W końcu trafiłem na plecak idealny, który służył mi wiele lat. Flipside 400 AW a później Flipside SPORT 20L AW.  Pojemny, wygodny i podobie jak poprzednik obracany na pasie biodrowym. Opisywałem go kiedyś na blogu. Plecak zapewnia dostęp do sprzętu bez potrzeby stawiania go na ziemi. Ideał – a do tego pomarańczowy 🙂
Dużo przeszedł i ciągle go używam. Jako, że nie oszczędzam za bardzo sprzętu z, którego korzystam po kilku latach jest już mocno wysłużony. W zasadzie jeszcze nic się nie popsuło ale zgubiłem pasek piersiowy a zapinanie suwaka czasem wiąże się z lekką walką aby dobrze zasunąć plecak.

lowepro flipside 20L

Ze stajni Lowepro mam również torbę i plecak z serii Dryzone. Zapewniają one pełną ochronę sprzętu w miejscach z nadmiarem wody. Oprócz tego, że wodoszczelne są…  żółte co też nie jest bez znaczenia 😉 Jeśli nie są przeładowane sprzętem to po wrzuceniu do wody potrafią unosić się na powierzchni. Zapewniają pełną ochronę sprzętu a zamykane są jak worki kajakowe.  Szczelnie zwijane i zapinane klamerkami.

Lowepro Dryzone

Oba Flipside mam ale służą mi raczej do pracy w ciężkich warunkach gdzie sprzęt jest szmudrany i brudzony. Po Fotowyprawie na Holi w Indiach wygląda mało zachęcająco.  Myślę, że dobrym określeniem będzie, że wygląda jakbym go wygrzebał ze śmietnika. Ma odbarwienia od kolorowych proszków z Festiwalu Holi, miejscami śmierdzi grenlandzką foką, miejscami stockfishem z Norwegii. Słowem przyszedł czas na nowy plecak.

Na rynku jest tak wiele toreb fotograficznych że w zasadzie każdy jest w stanie znaleźć dla siebie coś idealnego. Wszystko jak zwykle zależy od potrzeb ale wybór jest olbrzymi. Jako, że na Lowepro nigdy się nie zawiodłem kolejne moje plecaki są również tej firmy. To nie znaczy, że jest to jedyna słuszna firma, ale na pewno jedna z kilku będących w czołówce.

Mój nowy plecak to Lowepro Whistler 350 AW na pierwszy rzut oka wygląda na niezniszczalny i jest chyba uszyty tak aby przeżyć spotkanie z nosorożcem albo wołem piżmowym. Ma tylko jedną wadę o której napiszę później, ale jest to wada możliwa do zaakceptowania w myśl zasady, że „coś za coś”

Plecak zaprojektowany jest z myślą o fotografach pracujących w ciężkich warunkach, którzy potrzebują zabrać go zawsze i wszędzie. Odwiedził już ze mną Arktykę, pływał razem ze mną Zodiakiem po oceanie, leżał w błocie w fińskiej tajdze. Słowem troszkę już przeżył a mam go stosunkowo krótko. Mimo intensywnego użytkowania wciąż jeszcze wygląda jak nowy ze sklepu co jest zasługą materiału, z którego został uszyty. Na pewno już mogę powiedzieć, że polubiliśmy się z plecakiem i jest to coś czego dotychczas w ofercie Lowepro nie było.

Whistler produkowany jest w dwóch rozmiarach. 450 i 350. 450 większy i pakowniejszy 350 mniejszy i spełniający wymogi bagażu podręcznego w większości linii lotniczych. Jako, że używam bezlusterkowców zdecydowałem się na mniejszy rozmiar. Producent pomyślał o fotografach jeżdżących na nartach lub snowboardzie, którzy oprócz sprzętu foto mają potrzebne przytroczenia nart do plecaka i zabrania dodatkowych rzeczy. Mimo, że zdecydowanie jest dedykowany wąskiej grupie odbiorców to z powodzeniem może służyć szerokiej rzeszy fotografów zajmujących się fotografią outdoorową, sportową i każdą dziedziną fotografii w, której targamy ze sobą plecak i chcą aby długo nam posłużył .

fot. Arkadiusz Jaskuła

Whistler to całoroczny techniczny plecak outdoorowy w dość dużym rozmiarze wykończony w sposób bardzo przyzwoity gumowaną szarą i wytrzymałą tkaniną z pomarańczowymi akcentami.  Osobiście uwielbiam zestawienie czerni albo szarości z pomarańczowym i muszę przyznać że w przypadku plecaka Whistler pomarańczowe akcenty rzeczywiście przypadł mi do gustu. Zwłaszcza, że doskonale kolorystycznie pasuje do innych akcesoriów Lowepro, moich statywów 3legged thing i do dysku WD Wireless Pro SSD czy wreszcie jaskrawych ciuchów Arcteryxa 🙂

Plecak podzielony jest na  4 komory. Otwierany jest od strony pleców i tam znajduje się pierwsza główna i największa przestrzeń ładunkowa a w  jej wnętrzu zamocowany jest wkład mający pomieścić i zabezpieczyć nasz sprzęt fotograficzny. Sam wkład możemy usunąć i dowolnie konfigurować wewnętrzne przegródki tak aby jak najsensowniej poukładać we wnętrzu nasz sprzęt fotograficzny. Wkład do plecaka mocowany jest za pomocą czterech podłużnych guzików Cały przedział ze sprzętem foto możemy zamknąć za pomocą klapki wyjąć i cały czas bezpiecznie transportować w nim sprzęt. Usunięcie wkładu fotograficznego zwanego ładnie po polsku “insertem” zamienia  nasze Lowepro w zwykły plecak z dużą przestrznią ładunkową. Zasada konfiguracji plecaka jest bardzo podobna do tej którą znamy z plecaków F-stop, które również słyną z przemyślanej konstrukcji.

Mocowanie wkładu na guziki

Po przeciwnej stronie znajduje się duża kieszeń której rozmiar możemy zmieniać za pomocą dodatkowego suwaka. To też fajne rozwiązanie bo możemy plecak skompresować jeśli tego potrzebujemy.  We wnętrzu tej kieszeni nie ma zbyt wielu przegródek ale jest na przykład miejsce na sondę lawinową i druga zapinana na suwak kieszonka. Kieszeń od reszty plecaka oddzielona jest wodoodporna przegrodą natomiast w jej wnętrzu znajduje się otwór przez, który może wypływać woda. Gdybyśmy chcieli w tą kieszeń włożyć jakieś przemoczone ciuchy neoprenowe ociekające obficie wodą – to można 🙂 Ktoś pomyślał.

W tej kieszeni jesteśmy w stanie upakować rzeczywiście wiele rzeczy:
Spodnie od deszczu kurtkę zapasowe skarpetki rękawiczki buffa czapkę  czy nawet lawinowe ABC. To też dobre miejsce na jakieś jedzenie i wodę. Tutaj też chowam swój komputer Surface 4 PRO

Od góry plecaka mamy dostęp do niezbyt wielkiej kieszeni na rzeczy osobiste wewnątrz niej również znajduje się druga kieszonka i tasiemka pozwalająca na przypięcie na przykład kluczy czy portfelika na karty pamięci. Kieszeń jest na tyle duża, że jest w pełni użyteczna. Spokojnie mieścił mi się tam DJI Mavic AIR z kontrolerem, dwiema zapasowymi bateriami, oraz dwa porkowce na karty pamięci SD Think Tank, baterie do lampy błyskowej itp itd

Wreszcie czwarta kieszeń wąska i dość płaska po jednej ze stron plecaka. Tu szału nie ma – do tej kieszeni nie możemy zbyt wiele rzeczy osobiście noszę tam mapę i kilka okrągłych filtrów ND bądź polaryzacyjnych.

Całość wykonana jest bardzo solidnie z grubego materiału. Wymiary 350 tki to około 30 x 30 x 53cm. “Wór” uszyty jest z Hypalonu, Nylonu 420 impregnowanego obustronnie powłoką przypominającą śliską gumę. Warto poświęcić kilka słów suwakom jakie są wykorzystane w plecaku Whistler BP 350 AW. Nie ma nic bardziej frustrującego i denerwującego niż suwaki które bardzo trudno jest otworzyć czy złapać. Tu też przemyślano temat naprawdę bardzo dobrze i plecak wyposażony jest w duże suwaki z szerokimi tasiemkami które z powodzeniem można obsługiwać nawet w grubszej rękawiczce

Lowepro Whistler 350 AW

Całość zapewnia bardzo dużą wytrzymałość, wodoodporność. Teoretycznie mamy  zewnętrzny pokrowiec od deszczu ale z plecaka go wyjąłem i nie używałem jeszcze ani razu. Nawet gdyby pokusić się o to aby plecak ciągnąć na lince za sobą nie wygląda jakby miał zbyt ucierpieć. Przyznam, też że przy najbardziej paskudnej pogodzie czuję że sprzęt jest należycie zabezpieczony.

Niestety ta wytrzymałość idzie w parze z ceną i wagą plecaka. I to jest ta wada o której wspominałem na początku tekstu. Wyładowany plecak potrafi być bardzo ciężki ale pusty też do lekkich nie należy bo ma około 3 kilogramów. A to nie jest zbyt mało, żeby nie napisać, że dużo. Jak na plecaki trekkingowe czy wspinaczkowe to wręcz strasznie dużo. Bliżej mu jeśli chodzi o wytrzymałość, sposób wykonania czy wagę do worów jaskiniowych niż do ultralekkich plecaczków Arc’teryx, Osprey, czy Black Diamond przeznaczonych dla skitourowców ubranych w lycrę biegających po górach czy wspinających się w skałach. Mimo względnie dużej wagi plecaka – zwłaszcza gdy jest w pełni załadowany aparatami, obiektywami, ubraniami, żarciem, wodą i czymkolwiek co jeszcze ze sobą zabraliśmy nosi się go zaskakująco wygodnie. Szelki i pas biodrowy są szerokie wygodne i efektywne. Pas biodrowy bardzo dobrze przenosi ciężar na biodra.  Plecy plecaka są dobrze wyściełane i zostawiają jakieś miejsce na cyrkulację powietrza.

Lowepro Whistler 35o AW

To co najważniejsze Cały czas mamy do sprzętu taki dostęp jak w przypadku Lowepro Flipside. Zrzucamy plecak z ramion obracamy na pasie biodrowym rozpinany suwak i już mamy dostęp do wszystkiego co w głównej komorze plecaka. Najgorsza rzecz jaka związana jest z plecakami fotograficznymi to to że większości przypadków całkowicie musimy zdjąć plecak i postawić go na ziemi.  Dla mnie jest to cecha która dyskwalifikuje zdecydowaną większość plecaków fotograficznych.

Plecak ma solidne mocowania z boku pozwalające na przytroczenie nart czy czego tam sobie zapragniemy – na przykład butelki z wodą czy slidera.

Mamy mocowanie na czekan, paski pozwalające na przytroczenie snowboardu i zapinane na metalowe haczyki. Cały plecak jest sztywny. Nawet jeśli zapakujemy go ciężarem w bardzo nieprzemyślany sposób to wkład się nie deformuje w żaden sposób. Sprzęt jest doskonale zabezpieczony. Wkład daje możliwość własnej dowolnej konfiguracji przegródek. Jest pojemny choć duże obiektywy są w nim ciasno upakowane i troszkę trzeba lekko dopchnąć aparat z długim obiektywem aby zgrabnie wskoczył na swe miejsce. Myślę, że głównie wynika to z faktu, że plecak jest sztywny i ciężko jest go wypchać na boki tak jak miało to miejsce w Flipside Sport, który już tak sztywny nie jest.

Zapinanie pasków kompresyjnych

Whistler przypadł mi do gustu z wielu powodów. Po pierwsze jest pancerny i solidny. Dostęp jest łatwy a klapka otwierająca dzieli się na dwie części. Nie musimy odsuwać suwaka po całej długości wystarczy tylko kawałek aby już mieć dostęp do sprzętu. To ważne gdy dookoła nas jest mnóstwo pyłu, lub chlapie woda bo zalewa nas fala na pontonie i nie chcemy otwierać całych pleców.

Podczas ostatniego wyjazdu spakowałem do tego plecaka drona, dwa korpusy, 300tkę, 40-150, 12-40, 7-14, 25mm filtry, baterie, komputer, karty, zasilacz do kompa i jeszcze wiele drobiazgów. Plecak wciąż mieścił się nad moją głową jako bagaż podręczny w Air Greenland a są to linie o dosyć zaostrzonych przepisach dotyczących bagażu podręcznego.

Detale i szczegóły w moim odczuciu mają największe znaczenie więc postanowiłem wypisać rzeczy, które najbardziej mnie w tym plecaku cieszą:

  • Ma dużą pojemną kieszeń z przodu. Można pomieścić tam duży laptop ( ja noszę w nim raptem Surface Pro więc zapasu mam sporo. Nosiłem w niej małe peli z filtrami połówkowymi, puchową kurtkę, czapkę, czy jakieś żarcie. Kieszeń może pomieścić łopatę lawinową i sondę lawinową ( we wnętrzu kieszeni znajduje się mocowanie na sondę)
  • Ma kieszeń od góry w której też zmieścimy trochę gratów. GPS, czołówka, portfel, telefon radio… Na ostatnim wyjeździe miałem w niej Mavica Air, trzy baterie, czołówkę i GPSa. Miejsca jest wystarczająco dużo
  • Dość łatwo jest przymocować do niego większy statyw, narty, czekany czy podobny sprzęt noszony na zewnątrz.
  • Plecy są bardzo fajnie uszyte i wygodnie przylegają do ciała
  • Klapa zamykająca dostęp do głównej części plecaka podzielona jest na dwie części Dzięki czemu możemy otworzyć albo całość albo tylko fragment plecaka. Mała rzecz a jednak ciszy i dopracowana jest dużo dużo bardziej niż w plecaku flipside.
  • Przednia kieszeń wyposażona jest w dodatkowy suwak znany z walizek turystycznych który powoduje że możemy ją skompresować lub rozszerzyć.
  • We wnętrzu jednej z przegródek dzielącej sprzęt fotograficzny w głównej części znajduje się mała kieszonka.  Rozwiązanie dość sprytne I często przeze mnie wykorzystywane. Zazwyczaj nosiłem tam konwerter i nie musiałem go szukać po całym plecaku.
  • kieszonka w pasie biodrowym – doskonałe rozwiązanie na transport baterii do aparatu. zawsze pod ręką i wymiana w dowolnych warunkach była prosta szybka i przyjemna bez potrzeby sięgania do wnętrza wora.
  • Mimo, że plecak dostarczany jest z pokrowcem na deszcz to sposób jego uszycia w moim odczuciu powoduje, że jest to zbędne akcesorium. To co różni Whistlera od dotychczasowych plecaków, które miałem to fakt, że pokrowiec od deszczu jest osobno a nie wszyty w plecak tak jak w Flipside. Ma to plusy ale ma minusy. Łatwo taki pokrowiec zgubić jednak jeśli uznamy, że jest on nam niepotrzebny możemy go zostawić w domu jeśli stwierdzimy, że samo zabezpieczenie plecaka jest wystarczające.
  • Gruby materiał z, którego uszyto Whistlera powoduje, że narty nie tylko wygodnie się nosi przy plecaku ale również zaostrzone krawędzie nie powinny stanowić problemu (Na razie testowałem “na sucho” – czekam na zimę)
  • I wreszcie przy wymiarach plecaka posiada on bardzo ważną i czasem kluczową cechę. Mieści się w zdecydowanej większości limitów bagażu podręcznego nawet gdy są to jakieś małe samoloty a obostrzenia są duże. Oczywiście całkowicie pomijam milczeniem kwestię przeważenia takiego bagażu podręcznego J

 

Seria plecaków Whistler jest bardzo podobna jeśli chodzi o sposób konstrukcji do plecaków F-stop. Bardzo to cieszy bo to kierunek rozwoju bardzo trafiony jeśli chodzi o potrzeby fotografów zajmujących się fotografią Adventure czy fotografią outdoorową. Mimo że koncepcja jest podobna plecaki te są zupełnie różne w wykonaniu i myślę, że nie ma sensu ich dokładne porównanie czy zestawienie. Whistler jest cięższy i to cięższy od każdego  z plecaków f-stop z jakim miałem do czynienia. Wydaje się jednak, że jakikolwiek upadek na przykład na nartach z Whistlerem zapewni bezpieczeństwo wszystkiemu Co znajduje się wewnątrz części fotograficznej na dużo większym poziomie niż F-stop. Podobnie odpornność na brud, błoto gnój i syf. F-stopy z kolei dają komfort polegający na tym że ważą mało przy jednocześnie genialnym wykonaniu.
Ponad miesiąc temu miałem drobny wypadek na Grenlandii Podczas którego złamałem żebro.  Pomimo że o ziemię również gruchnąłem plecakiem sprzęt w żaden sposób nie ucierpiał a miał spore szanse aby tak się stało. Ciężko mi wyrokować czy gdybym miał jakikolwiek inny plecak to czy byłoby gorzej. Wiem, jednak, że Whistler jest pancerny. Moim zdaniem podstawowe pytanie które należy sobie zadać do jakiego rodzaju plecaka szukamy.  Jeśli ma być jak najlżejszy to Whistler nie będzie najlepszym rozwiązaniem. Jeśli z kolei szukacie bardzo dobrego zabezpieczenia sprzętu fotograficznego zarówno przed urazami jak i przed trudnymi warunkami to Whistler wydaje się być jednym z lepszych rozwiązań na rynku.

Dla mnie jako fotografa Outdoorowego, podróżniczego idealny plecak powinien mieć odpowiedni rozmiar.  Nie może być za wielki ponieważ muszę go zabrać na pokład samolotu ale musi być dostatecznie duży żeby pomieścić rozsądną ilość sprzętu fotograficznego którą zabieram ze sobą na wyprawy. Inny plecak wybrałbym na szybki wypad w Alpy na lekko a inny na poważną ekspedycję. Dodatkowo w plecaku musi być miejsce na jakieś drobiazgi trochę ciuchów trochę jedzenia Ewentualnie czasem jakiś minimalny sprzęt pozwalający na biwak w terenie. A podstawowa cecha to dostęp do sprzętu bez stawiania plecaka na ziemi. Jeśli szukacie plecaka o gabarytach bagażu podręcznego ekstremalnie odpornego z możliwością wyjęcia wnętrza ze sprzętem fotograficznym myślę że Whistler jest plecakiem nad którym warto się zastanowić. Jedyną cechą jaką uważam za minus to waga plecaka. Czasem przekładając pusty plecak zastanawiam się co mam w środku i czego nie rozpakowałem. Z drugiej strony można to zrozumieć jeśli zdamy sobie sprawę z faktu, że trzymamy w ręku transporter opancerzony ze świata plecaków fotograficznych.