Backup w domu

Czy również macie w życiu sytuacje, w których prawa Murphy’ego sprawdzają się w stu procentach? Wyjeżdżacie z domu na tydzień, albo na miesiąc i już w połowie Waszej podróży dzwoni telefon i okazuje się, że ktoś chce podpisać z Wami umowę i kupić licencję na zdjęcia, a przy tym wydać mnóstwo pieniędzy. Są dwa problemy. Po pierwsze, musimy to zrobić natychmiast. Po drugie, będąc na wyjeździe nie mamy dostępu do plików, bo te zostały w domu razem z komputerem stacjonarnym i dyskami.

Chmura – za i przeciw

Oczywiście znajdziemy mnóstwo porad mówiących, że nie należy przechowywać danych w chmurze. W teorii rzeczywiście wad jest mnóstwo. Trzeba płacić, pliki przetrzymujemy u kogoś i nie mamy nad tym zbyt dużej kontroli. Historia pokazuje też, że z dnia na dzień usługodawca może podnieść drastycznie ceny albo zrezygnować ze świadczenia danej usługi. Pewnych rzeczy niestety nie przeskoczymy.

Usługą, z której korzystam już prawie dwa lata jest Microsoft One Drive. Korzystam z 1 TB przestrzeni dyskowej w chmurze i tak naprawdę to jest to dodatek do pakietu Office 365, lub może pakiet Office 365 jest dodatkiem do chmury. Ciężko stwierdzić. Wiadomo jednak, że za 299 złotych rocznie wchodzimy w posiadanie pakietu Office oraz 1 TB przestrzeni dyskowej w chmurze i abonamentu Skype dającego godzinę płatnych rozmów miesięcznie na telefony stacjonarne i komórkowe. W sumie niemało ja na tę kwotę.

Chmura chmurą – nie ma co się rozwodzić na temat jej działania. Istotnym jest, że korzystając z dowolnego urządzenia mamy możliwość zarządzania plikami przechowywanymi na serwerach One Drive. Gdy zalogujemy się do usługi, otrzymujemy folder One Drive i tworzy się nam wirtualny dysk, który pozwala na łatwe kopiowanie plików. Podobną funkcjonalność oferuje na przykład DropBox. Co więc jest w tym takiego fajnego z punktu widzenia fotografa? Po pierwsze, na dysku możemy trzymać to, do czego potrzebujemy stały dostęp. Pliki, zdjęcia przygotowane do druku, zdjęcia przygotowane do publikacji w internecie – cokolwiek, co może się przydać, gdy będziemy z dala od domu.

Wyobraźcie sobie jednak, że macie w domu gigantyczną kolekcję zdjęć i filmów, którą przechowujecie na zewnętrznych dyskach. Przyjmijmy, że to kilkanaście terabajtów przestrzeni dyskowej, w której trzymacie RAW-y, surówkę z kamery i mnóstwo innych materiałów. Jesteście właśnie w terenie i robicie zdjęcia, gdy nagle przychodzi mail, że ktoś od Was potrzebuje konkretny plik – duży oryginał, np. nagrania video, o którym byście nawet nie pomyśleli, by zarchiwizować go w chmurze. I co teraz?

Tu właśnie z pomocą przychodzi OneDrive, który daje wygodną opcję dostępu do komputera i plików przechowywanych na dyskach wewnętrznych, zewnętrznych, a nawet sieciowych. Istnieje nawet możliwość strumieniowania wideo czy prezentowania zdjęć jako pokaz slajdów. Podobną funkcjonalność oferuje program Team Viewer, ale to temat na osobny artykuł.

Serwer agencji

To chyba mój ulubiony sposób na zdalny dostęp do przygotowanych, wywołanych i opisanych plików. Zdjęcia, które przywożę z terenu, selekcjonuję, wywołuję, opisuję i geotaguję. To mnóstwo pracy niezbędnej do tego, by fotografie mogły “na siebie pracować”. W zeszłym roku podpisałem umowę z centralą National Geographic i jestem reprezentowany przez agencję National Geographic Creative. Spośród polskich fotografów NG, agencja od wielu lat reprezentuje Tomasza Tomaszewskiego, traktuję to więc jako swój wielki sukces i wyróżnienie.

Zdjęcia przesyłam na serwery agencyjne i cały czas mam możliwość pobrania każdej z tych fotografii w pełnej rozdzielczości. Jeśli więc którąś będę chciał sprzedać bezpośrednio, wystarczy że zaloguję się na swoje konto i pobiorę dany plik.

Przygotowane i wywołane zdjęcia przesyłam na serwery agencyjne i mimo, że robię to po to, aby agencja miała do nich dostęp, to cały czas mam możliwość pobrania każdej z tych fotografii w pełnej rozdzielczości. Jeśli więc którąś z fotografii będę chciał sprzedać bezpośrednio, wystarczy że zaloguję się na swoje konto i pobiorę dany plik. Niestety nie wszystkie agencje dają nam taką możliwość i jest to raczej efekt uboczny współpracy. Daje mi on jednak możliwość wykonania kolejnej kopii najważniejszych dla mnie zdjęć. Plusem takiego rozwiązania względem zwykłej chmury jest to, że nie płacę za przechowywanie tam fotografii.

Dyski w pracowni

Na ten temat można napisać książkę. Podejrzewam, że każdy z Was ma swoje opracowane metody na wykonywanie kopii zapasowych czy konfiguracje dysków. Nie sądzę też, aby mój sposób był idealny. System ewoluuje przez lata – zmieniają się dyski, którymi dysponuję, zmieniają się też moje koncepcje. Dyski mogą być pojedyncze lub łączone w macierze. W macierzach można konfigurować dyski na wiele sposobów (RAID). Popularnym i polecanym dla fotografów rozwiązaniem są niestandardowe rozwiązania typu RAID 5. Jest to bardzo dobry sposób na przechowywanie plików, ponieważ w teorii awaria jednego z dysków w macierzy nie powoduje utraty danych. W teorii też wymieniamy dysk, a macierz się odbudowuje.

Znam jednak wiele przypadków, gdy podczas tego procesu coś nie zadziałało i znajomi musieli wydawać mnóstwo pieniędzy na odzyskiwanie danych. Wniosek jaki z tego płynie jest prosty – RAID nie jest receptą na pełne zabezpieczenie danych. Systemy te znacznie zmniejszają ryzyko ich utraty, ale nie eliminują tego problemu. Nie ma systemów odpornych na utratę danych! Osobiście chyba jestem zwolennikiem prostszych rozwiązań, takich jak RAID1. Owszem, zużywamy więcej miejsca na dysku, ale w przypadku awarii łatwiej jest odzyskać pliki.

Pracuję równolegle na dwóch komputerach – stacjonarnym i laptopie (Surface 4 Pro). Zależy mi na  kompatybilności tych komputerów, więc całe środowisko pracy mam tak przygotowane, aby po podpięciu laptopa do stacji dokującej można było na obrabiać na nim zdjęcia w sposób pewny (podłączenie do monitorów graficznych EIZO), drukować fotografie czy mieć dostęp do wszystkich danych. Kluczowym elementem jest tu USB Switch, dzięki któremu po wciśnięciu przycisku jestem w stanie przełączać rozgałęziacz USB między laptopem, a komputerem stacjonarnym. Taki rozgałęziacz to bardzo ważny element całej układanki, ponieważ zazwyczaj w komputerach nie mamy tylu portów USB, ilu potrzebujemy.

USB Switch to z kolei rozgałęziacz działający w nieco inny sposób. Wszystkie nasze dyski możemy dołączyć albo do komputera stacjonarnego albo do komputera przenośnego. Nigdy jednocześnie, ale wybieramy, który komputer ma korzystać w danej chwili z naszych dysków. Dzięki temu bez przepinania kabli mogę zgrać pliki z laptopa na dyski stacjonarne, po czym “przepiąć dyski” i korzystać z tych plików na komputerze stacjonarnym. Ułatwia mi to wygodne zgrywanie plików oraz późniejszą obróbkę na stacjonarnym komputerze. W ten sposób dyski są dostępne zarówno dla komputera stacjonarnego jak i laptopa.

Część danych trzymam też na dyskach stacjonarnych. Każdy z nich na obudowie opisany jest datą. Przykładowo, na dyskach mam naklejki z nazwą dysku: „FOTO 2016”, „FOTO 2014-2015” itp. Aby zabezpieczyć swoje dane przed utratą wykonuję kopię na drugi, identycznie opisany dysk. Dyski z kopią nie są podłączone do komputera na stałe i trzymam je w innym miejscu niż dyski źródłowe. Pożar, powódź czy inne podobne nieszczęścia nie powinny więc dotknąć nośników zawierających kopie.

Serwery NAS i dedykowane dyski

Druga grupa dysków to dyski sieciowe NAS. Te dostępne są dla wszystkich urządzeń pracujących w danej sieci. Tu też ważna uwaga – najwyższe prędkości uzyskamy przesyłając dane za pomocą kabla. Oczywiście przez sieć bezprzewodową też będziemy mieli dostęp do plików, ale prędkości transferu będą mniejsze.

Korzystam z serwera 4-kieszeniowego. NAS-y mają tę zaletę, że oprócz dostępu do danych przez sieć lokalną, do plików przechowywanych na dyskach mogę mieć dostęp także z dowolnego zakątka świata. To też mały komputer, który daje możliwość zadbania o bezpieczeństwo naszych danych. Możemy ustawić wykonywanie migawek, kopii zapasowych konkretnych dysków czy kopii “NAS to NAS” czyli transferu zawartość jednego dysku NAS na inny dysk tego typu.

Kolosalne znaczenie mają także same nośniki. Od wielu lat korzystam z dysków WD, głównie WD Red, które zostały stworzone do pracy w urządzeniach sieciowych. Co to oznacza – NAS-a włączamy raz i zazwyczaj nie odłączamy go od prądu dlatego też popularne Redy mogą pracować w trybie ciągłym 24×7, nie nagrzewają się i są ciche, a przy tym nie tracą na swojej wydajności.  W tych dyskach WD zastosowano technologię NASware, która zapewnia ochronę danych w razie nieoczekiwanej utraty zasilania lub jego zakłóceń. Co więcej, po wystąpieniu jakiegokolwiek błędu pozwala ona na odzyskanie danych, a przez to brak przestoju w pracy serwera. Jak dotąd nie przytrafiła mi się nic złego z dyskami WD i mam nadzieję że długo tak pozostanie choć i należy pamiętać słowa informatyków mówiących, że nie ważne jest to jak dobre dyski mamy, tylko ile kopii zapasowych posiadamy.

Podsumowanie

Sposobów na zabezpieczenie naszych danych mamy obecnie całe mnóstwo i trzeba z nich korzystać jeśli nie chcemy, aby dorobek naszej kilkuletniej pracy przepadł bezpowrotnie tylko dlatego, że dziecko, lub kot pociągnie za kabel i zrzuci dysk na podłogę. Oprócz uszkodzeń mechanicznych grozi nam też awaria samych nośników. Do tego dochodzą sytuacje takie jak kradzież, pożar czy powódź. Dlatego im bardziej zadbamy o nasze zdjęcia, tym lepiej będziemy spać i większe będą nasze szanse na to, że przez długie lata wszystkie nasze fotografie będą bezpieczne.